Letnia Szkoła Junior Media, czyli jak połączyć przyjemne z pożytecznym.

Jesteś tu: » Strona główna » PROJEKTY » PISMO NOSEM » Letnia Szkoła Junior Media, czyli jak połączyć przyjemne z pożytecznym.

Letnia Szkoła Junior Media, czyli jak połączyć przyjemne z pożytecznym.

Redakcja szkolnego pisma XX Liceum Ogólnokształcącego z Poznania znalazła się w ekskluzywnym gronie 10 szkół z całej Polski, które w nagrodę za prowadzenie najlepszych gazetek zostały zaproszone w dniach 27 sierpnia – 2 września na warsztaty dziennikarskie w ramach Letniej Szkoły Junior Media do Kleszczowa (powiat Bełchatów). Za tygodniowy pobyt w ośrodku sportowo-wypoczynkowym, jak i za same warsztaty pod okiem doświadczonych żurnalistów z Dziennika Łódzkiego, uczestnicy nie ponieśli jakichkolwiek kosztów. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie opieka Polska Presse, Operonu i przede wszystkim samego ośrodka Solpark w Kleszczowie.

Poniżej przedstawiamy kronikę pobytu czteroosobowej grupy (uczniów klasy IId: Adriany Molskiej, Darii Juskowiak, Krzysztofa Michalaka i Jakuba Nobika) na warsztatach w najbogatszej gminie w Polsce:

 

Poniedziałek (27 sierpnia)

Porą popołudniową 27 sierpnia dotarliśmy wraz z innymi uczestnikami do ośrodka rekreacyjno – sportowego SOLPARK. Ku naszej uciesze, tuż po rozpakowaniu się w przydzielonych pokojach, zastaliśmy w restauracji znajdującej się na terenie placówki gorący obiad, który pomógł nam odzyskać siły po wyczerpującej podróży.

Następnie udaliśmy się całą grupą na spotkanie organizacyjne, podczas którego dowiedzieliśmy się sporo o pracy dziennikarza oraz o warsztatach z nią związanych, które odbywały się przez kolejne pięć dni. Gdy zgromadzenie dobiegło końca, pojechaliśmy autokarem do miejsca w lesie, gdzie zorganizowane zostało dla nas ognisko pod tradycyjną strzechą. Do dyspozycji zostało nam oddanych wiele delikatesów, jak np. kiełbasy czy pieczone ziemniaczki. Napełniwszy brzuchy, wróciliśmy do ośrodka i udaliśmy się na spoczynek, by przygotować się do kolejnego dnia pełnego wrażeń w Letniej Szkole Junior Media.

 

Wtorek (28 sierpnia)

Drugiego dnia odbyła się zorganizowana wycieczka do siedziby firmy Constantia Teich Poland. „Badziewia nie robimy”

Ponad kilometr wysokiej jakości opakowań na minutę produkuje Constantia Teich Poland, którą u kresu wakacji odwiedzili uczestnicy Letniej Szkoły Junior Media. Firma z powiatu bełchatowskiego – jak zapewnia jej przedstawiciel Andrzej Woldanowski - to europejski  lider w produkcji opakowań giętkich, wykorzystywanych przez takie marki jak: Nestle, Heinz, Wrigley, Tschibo czy Danone. 

Fabryka z Rogowca od wielu lat utrzymuje się w pierwszej trójce konkurencyjnych firm w Polsce. O wysokim standardzie produktów wytwarzanych w fabryce świadczyć mają posiadane certyfikaty jakości ISO. Constantia Teich Poland już od niemal 20 lat notuje nieustanny wzrost produkcji oraz poszerza zakres oferowanych usług, generując przy tym roczne obroty rzędu 36 mln euro (dane za rok 2011). Według A. Woldanowskiego zakład pochwalić się może również stałym wzrostem liczby pracowników, których aktualnie jest  zatrudnionych 200. 

By - jak mówi A. Woldanowski - „nie produkować badziewia”, zakład zakupił ostatnio najwyższej klasy maszyny drukarskie, m.in. włoskiej firmy Cerutti, której urządzenia zostały przez menadżera firmy żartobliwie porównane do wysokiej klasy samochodów marki BMW.

Niezwykle istotna dla rozwoju firmy – zdaniem najstarszego członka załogi - jest wieloletnia inwestycja w młodych ludzi, którzy, znajdując swoje pierwsze miejsce stałego zatrudnienia w fabryce Constantia Teich Poland, zdobywają w niej doświadczenie i wiedzę potrzebną do obsługi skomplikowanych maszyn. Po wielu latach działania na rzecz młodych pracowników, okazało się to obopólnie opłacalne: pracownicy mogą liczyć na konkurencyjne zarobki i motywacyjny system premii a firma, zwiększając swą konkurencyjność, śmiało może patrzeć w przyszłość, gdzie już czai się kolejny światowy kryzys.

Po zakończeniu wizyty w zakładzie wróciliśmy do SOLPARKu, gdzie czekał na nas obiad oraz interesujący wykład o formach wywiadu, felietonu oraz komentarza, poprowadzony przez Dariusza Pawłowskiego z „Dziennika Łódzkiego”.


Środa (29 sierpnia)

Rankiem w środę 29 sierpnia  przybyliśmy do podnóży Góry Kamieńsk niedaleko Bełchatowa.


Po co góry? Wystarczy Góra Kamieńsk.

Góra Kamieńsk, wbrew temu, co młodzi dziennikarze z Junior Media mogli dostrzec tuż po przybyciu w okolice Bełchatowa, nie jest naturalnym wzniesieniem, ponieważ powstała z 1,5 mld metrów sześciennych kamieni i żwiru, które zostały tu dostarczone przez maszyny z nieodległej kopalni węgla brunatnego. Roślinność porastająca zbocze również jest efektem nietypowego i długotrwałego działania, polegającego na zrzucaniu z samolotów mieszaniny nasion traw i nawozów.

Bezwzględna wysokość szczytu wynosi 395 metrów, tak więc młodzież, by pokonać czekającą na nich drogę, skorzystała z wyciągu krzesełkowego o długości 760 metrów. Na górze znajduje się farma elektrowni wiatrowych, której łączna moc – jak mówi zarządzający obiektem Janusz Paduch – „starczyłaby na zasilenie miasta wielkości Bełchatowa”.

Niewątpliwą atrakcją dla uczestników wycieczki był zjazd liczącym 620 metrów torem saneczkowym, na którym maksymalna prędkość wynosi 40km/h przy jednoczesnym zachowaniu standardów bezpieczeństwa.

Jednak prawdziwe życie turystyczne rozkwita na Górze Kamieńsk zimą. Mieszkańcy środkowej Polski, m.in. z okolic Łodzi, by pojeździć na nartach, nie muszą już jechać wysoko w góry, wystarczy, że obiorą za cel okolicę Kamieńska. Turyści mają tu do dyspozycji m.in. długi na 700 metrów wyciąg talerzykowy oraz wypożyczalnię sprzętu narciarskiego, który mogą wykorzystać na specjalnie przygotowanych, sztucznie naśnieżanych trasach.

W głowie niejednego mieszkańca Łodzi i okolic coraz częściej rodzi się pytanie: po cóż stać w wielogodzinnych korkach na Zakopiance, skoro można skorzystać z podobnych atrakcji w czasie pobytu na Górze Kamieńsk?

Gdy wróciliśmy do ośrodka, udaliśmy się na obiad. Po obiedzie mieliśmy dwie godziny warsztatów z wydawcą dziennika łódzkiego Arkadiuszem Krystkiem, w czasie których poznaliśmy tajniki redagowania informacji.


Czwartek (30 sierpnia)

Czwarty dzień zmagań na warsztatach dziennikarskich Letniej Szkoły Junior Media w Kleszczowie, w trakcie którego aktywnie i miło spędziliśmy czas już za nami. Mimo tego, że cały dzień przebywaliśmy na miejscu w ośrodku SOLPARK, obfitował on w równie wiele atrakcji, co dni spędzone poza obiektem. Po śniadaniu zaczęły się warsztaty dotyczące skutecznego przeprowadzania wywiadu, na których gromadziliśmy informacje, jak sformułować pytanie, by dowiedzieć się od rozmówcy jak najwięcej. Gdy skończyła się ponad dwugodzinna pouczająca lekcja, wszyscy wybrali się na obiad. Najedzeni, postanowiliśmy przejść się na godzinny spacer, bez towarzystwa reszty uczestników Letniej Szkoły. Gdy wróciliśmy do kompleksu, szybko zmieniliśmy ubranie i wyruszyliśmy na halę sportową, na której spędziliśmy kilka godzin, grając w piłkę siatkową. Wykończeni i zmęczeni udaliśmy się do swoich pokoi na zasłużony odpoczynek.


Piątek (31 sierpnia)

Piąty dzień spędzony ze szkołą Junior Media  był bardzo wyczerpujący. Dzień zaczęliśmy, jak zawsze, od śniadania, po którym czekał nas wyjazd do Łodzi. Na miejscu rozdzieliliśmy się na dwie grupy – jedna składająca się z uczniów szkół podstawowych, a druga – z gimnazjum i liceum. Początkowo odwiedziliśmy redakcję „Dziennika łódzkiego”. W budynku znajdowała się również drukarnia, w której każdej nocy drukuje się do 180 tys. gazet. Redaktor prowadzący, Arkadiusz Krystek, wytłumaczył nam, jakie zasady panują przy powstawaniu dziennika. Pozyskaliśmy w trakcie tego spotkania wiele przydatnych informacji o pracy w redakcji. Po wykładzie czekała na nas gorąca pizza i napoje.

Najedzeni  wyruszyliśmy do Muzeum Kinematografii.


O kinie i zrabowanym żyrandolu

Czy w mieście, które od przeszło dwóch wieków kojarzy się głównie z tzw. przemysłem lekkim, znaleźć można podatny grunt dla zainteresowania kinematografią? Okazuje się, że tak. Łódzkie Muzeum Kinematografii jest jedynym tego rodzaju obiektem w Polsce i z powodzeniem prowadzi swoją działalność już od 26 lat, wciąż powiększając swoje niemałe już zbiory i przyciągając rokrocznie rzesze turystów. Skąd ten sukces kina właśnie w centrum Polski? Otóż niegdyś dla proletariatu kino stanowiło tanią i łatwo dostępną rozrywkę, dzięki czemu pozyskało wielu zwolenników w fabrycznej Łodzi.

Aby sprawdzić, czy faktycznie muzeum ma do zaoferowania tyle, ile się o nim mówi, odwiedziła go wycieczka II Letniej Szkoły Junior Media. Grupa młodzieży wraz z przewodniczką Magdaleną Prasoł zaczęła zwiedzanie od zbioru nietypowych plakatów filmowych, powstałych w okresie PRL-u. Kolekcja zawiera aż 12 tys. posterów oraz afiszów.  Następnie młodzi dziennikarze mieli możliwość obejrzenia zabytkowych już urządzeń służących do kręcenia filmów. Między eksponatami znalazło się miejsce m.in. na salonowy mutoskop i kamery oraz aparaty fotograficzne marek takich jak Eastman-Kodak, Zeiss-Ikon czy Arriflex.

W dziale animacji młodzież miała okazję podziwiać projekty scenograficzne oraz mogła przyjrzeć się procesowi powstawania animowanych bohaterów. Zbiory obfitowały również w liczne kukiełki, lalki, pacynki oraz kadry z filmów animowanych. Muzeum może pochwalić się także zabytkowym fotoplastykonem, który ku rozczarowaniu grupy został nadgryziony zębem czasu i jego sprawność pozostawia dzisiaj wiele do życzenia.

Jedną z atrakcji dla uczestników wycieczki była też sama siedziba muzeum, które ulokowano w pochodzącym z połowy XIX wieku pałacu, ufundowanym przez Karola Scheiblera, najbogatszego Łodzianina. Jego wnętrze dzięki wysiłkowi konserwatorów wciąż zachowuje niezwykłą klasę. Niestety, nic nie jest jednak wieczne: największą stratą jest zrabowany żyrandol, który zaginął podczas prac nad konserwacją jadalni i do dzisiaj nie został odnaleziony.

Ostatnim odwiedzonym przez nas miejscem w Łodzi była Manufaktura, w której odwiedziliśmy Experymentarium. Mogliśmy tam ujrzeć najnowsze projekty interaktywne, edukujące odwiedzających w zakresie fizyki poprzez proste zabawy, cieszące zarówno najmłodszych, jak i dorosłych. Nawet z pozoru najnudniejsze zagadnienia były tam pokazane od innej, dużo ciekawszej strony.


Sobota (1 września)

Warsztaty w sobotni dzień całkowicie różniły się od poprzednich, ponieważ tematyka nie była związana z dziennikarstwem, a z geografią. Dr Jerzy Kuczyński przekazał nam cenne wskazówki dotyczące żeglarstwa. Na zajęciach skonstruowaliśmy również „laskę Jakuba”. Jest to przyrząd służący do mierzenia wysokości ciał niebieskich nad horyzontem. Staje się bardzo przydatny w sytuacji, kiedy nie mamy dostępu do innych urządzeń nawigacyjnych.

Atrakcją dnia było spotkanie z Mariuszem Wlazłym, reprezentantem Polski w siatkówce. Przybył on do Kleszczowa wraz ze swoją fundacją oraz drużyną Michała Bąkiewicza - Bąku Volley School, po to, by rozegrać mecze towarzyskie z uczestnikami Letniej Szkoły Junior Media. Niestety, losy spotkań nie potoczyły się dla nas pomyślnie. Drużyna dzieci w wieku do lat 12 przegrała ze swoimi rówieśnikami w dwóch setach (16:25 oraz 17:25). Młodzieży z gimnazjum udało się zdobyć tylko 9 oraz 10 punktów. Licealiści natomiast, pomimo początkowego prowadzenia ponieśli porażkę w setach do 13 i 16. Przegrane mecze nikomu nie zepsuły humoru, wręcz przeciwnie, wszystkie drużyny świetnie się bawiły. Po rozdaniu nagród udaliśmy się na wspólnego grilla. Dzień zakończył się wręczeniem certyfikatów młodym dziennikarzom oraz ich opiekunom za uczestnictwo w warsztatach.

Sądząc po zdobytych doświadczeniach, cennych wskazówkach fachowców z Dziennika Łódzkiego oraz wrażeniach z licznych wycieczek po centralnej Polsce trud redagowania szkolnego pisma w pełni się opłacił. Ze swojej strony gorąco zachęcamy adeptów dziennikarstwa do zasilenia szeregów redakcji „Pisma Nosem”, tak by w roku następnym kolejna grupa mogła kształcić swój warsztat pod okiem dziennikarzy z Polska The Times. Kto wie, może i tym razem uda nam się znaleźć w czołówce szkolnych czasopism?

 

Redakcja „Pisma Nosem”: Krzysztof Michalak, Jakub Nobik, Daria Juskowiak, Adriana Molska.

Opracowanie: szkolnastrona.pl