ROZMOWA Z P. DOBROCHNĄ KONRAD - SYBIRACZKĄ

Jesteś tu: » Strona główna » PROJEKTY » PISMO NOSEM » ROZMOWA Z P. DOBROCHNĄ KONRAD - SYBIRACZKĄ

ROZMOWA Z P. DOBROCHNĄ KONRAD - SYBIRACZKĄ

-Ile czasu spędziła Pani w Kazachstanie ?


-6 lat. Od kwietnia 1940 do marca 1946.

 

-Jak radziła sobie Pani z tęsknotą za rodziną ?


- To był szok.  Wyrwanie ze wszystkiego, z domu, z miejsca, od zabawek, od  łóżeczka swego. Z ojcem się pożegnałam i czekałam na jego powrót. Byłam małym dzieckiem, nie rozważałam tego, tylko czekałam na powrót, oczywiście czasem się płakało.

-Jak Panią tam traktowano ?


-Znów wrócę do tego, że byłam dzieckiem, więc  byłam ochraniana trochę przez mamę, na froncie wydarzeń była zawsze mama i starsza siostra. Nie byłam źle traktowana za strony władzy, bo byłam dzieckiem, nie chodziłam do pracy, do szkoły, nie robiło się nic takiego, co by było na styku tych zewnętrznych, a wtedy, kiedy starałam się uzyskać jakieś pożywienie, jakieś  środki do tego, aby przeżyć, to zdarzało się, że dostałam batem. To był po prostu sposób traktowania dzieci, które były natrętne, czy robiły coś, czego nie powinny robić w ich mniemaniu. Ale jeśli pytacie mnie o to, jak to odbierałam, to był to ustawiczny lęk, oczy dookoła głowy, żeby się schować i żeby mnie nie złapali. Dech mi zapierało w gardle, kiedy widziałam Kazachów, oni byli dla mnie nie z tej ziemi, ubrani inaczej niż my, za wargi wkładali sobie tytoń, było to obrzydliwe i straszne. Ich uroda była mi nieznana, czarni, skośne oczy, bałam się ich, a jeżeli jeszcze raz po raz dostałam batem trafionym albo nietrafionym, to tym bardziej był to strach, ale też bywali wśród nich tacy, którzy mieli łagodność do dziecka. To, że mama była z dzieckiem, to czasem się jej upiekło, puścili ją.

 

-Jak wpłynęły na Panią zdarzenia z zesłania do Kazachstanu ?


-Może teraz to już mniej się liczy, ale po powrocie, ja byłam jeszcze dzieckiem, nie uczyłam się, byłyśmy same, więc oczywiście, że jak pacierza mama nauczyła, to go mówiłam. Jak mamy nie było, to się robiło to, co kazała. Do dziś dnia odmawiam modlitwę tę, którą mama nas wtedy nauczyła, która była łącznością duchową, taką inną. Jak wróciliśmy tutaj, to ani ubrane, ja na przykład byłam łysa, ponieważ przez chorobę wyszły mi wszystkie włosy. Nie znałam ani jednej bajki, jedynie opowiadaną przed wojną, nawet rosyjskie dzieci nie miały książek, po powrocie się wszystko nadrabiało.

 

-Jakich wstrząsających wydarzeń była Pani świadkiem w Kazachstanie ?


-Wstrząsająca była historia z panem z uciętymi nogami, więc jak zobaczyłam człowieka bez rąk i bez nóg, całe stopy, takie kikuty pozostały, było to szokujące. Były też pogrzeby, gdzie chowało się ludzi bez trumny, czy też przerażające było, kiedy szłam w nocy po zdobyczach i świecące światełka dwa, czyli wilki, gdzieś niedaleko.

 

-Dziękujemy bardzo za wywiad.


Rozmawiały: Kamila Frąckowiak, kl. 2b; Marta Piwowarska, kl. 2b

Opracowanie: szkolnastrona.pl